
Dwóch szkolnych rywali zostaje obsadzonych jako Romeo i Julia w wiosennym przedstawieniu. Poza scenariuszem, ich metoda aktorska staje się o wiele bardziej intensywna, niż zarządził reżyser. Sekret, którego nie napisał nawet Szekspir.

Lily, sprzedana przez zrujnowanego ojca, by spłacić jego długi, zostaje dostarczona do wystawnej rezydencji księżnej Rose, mając przy sobie jedynie swoją służącą z dzieciństwa, Annę. To, co zaczyna się jako służba w arystokratycznym domu, zmienia się w coś znacznie bardziej niebezpiecznego, gdy apetyty Rose i kobiety już krążące wokół niej wciągają Lily w świat, którego nigdy nie miała przeżyć.

Po życiu spędzonym z poczuciem bycia zepsutą i samotną, lękliwa Asumi umawia się na wizytę w ekskluzywnym, damskim burdelu, tylko po to, by odkryć swoją radosną senpai pracującą za drzwiami. To, co zaczyna się jako płatna intymność, powoli zamienia się w coś delikatnego i prawdziwego, w łagodnej mandze typu slice-of-life o samoakceptacji, pierwszej miłości i odwadze potrzebnej do bycia szczerym w kwestii tego, kogo pragniesz.

Studencka pornhwa yuri o dwóch dziewczynach, które poznają się na kampusie. Zmysłowe stylizacje w bieliźnie przechodzą w intensywne spotkania w sypialni, z użyciem strap-onów, zabawek erotycznych i opasek na oczy. Raz figlarnie, raz perwersyjnie.

Fujiko Mine z gangu Lupina staje do pojedynku z legendarną Emmanuelle w prywatnym meczu dojrzałych kobiet — chłopcy obserwują z boku, żadna z piękności nie chce ustąpić jako pierwsza. Międzyfranczyzowe, klasyczne starcie.

W biurze, gdzie kobiety błyszczą na każdym spotkaniu, pewna siebie pani nieustannie przedstawia swoje najlepsze dziewczyny. Mężczyźni starają się nadążyć, ale kobiety wciąż znajdują wymówki, by wymknąć się razem z zabawkami, wibrującymi pasami i cichymi obietnicami wymienianymi jako przysługi starszych sióstr.

Kościół, w którym sakramentem jest mleko, a kapłanki służą swojej bogini, przyciskając swoje kolosalne błogosławieństwa do ołtarza. Uroczysta, rytualna, absurdalna, zmysłowa — długa fantazja ringo w służbie jednej bardzo konkretnej dewocji.

Japońska pracowniczka biurowa o imieniu Tsuda dzieli swoje mieszkanie z Akane, ciekawą androidką, która nazywa ją Mistrzynią, zadaje zbyt wiele pytań na temat ludzkiego ciała i próbuje zrozumieć, czym jest ich związek poprzez eksperymenty. Does It Count If Your First Time Is With An Android to japońska manga yuri, która przedstawia komediowy romans dla dorosłych poprzez wpół-komfortową, wpół-zdezorientowaną gramatykę kobiety uczącej maszynę, czym jest intymność, z suchym humorem, który trafia mocniej, ponieważ puentą jest prawdziwe uczucie.

Rok 20XX. Dwaj genetycznie identyczni operatorzy spotykają się w przeszklonej celi treningowej, z włosami zaplecionymi w ten sam sposób, w ciasno zapiętych lateksowych kombinezonach, z rozkazem rozstrzygnięcia, które ciało program zachowa. Długi, gładki sci-fi mirror-match od ringo.

Dwie żony. Jeden mąż. Prywatna wojna na 100 rund, toczona w jedwabnych sukienkach, potem w pończochach, a potem bez niczego. Długa, przesiąknięta potem historia w stylu ringo, o dumie, posiadaniu i odmowie poddania się jako pierwszej.

Po godzinach w pustej izbie chorych, na łóżkach oficjalnie „tylko dla chorych i rannych uczniów” — dwie dziewczyny wyrównują rachunki w jedyny znany sobie sposób. Długa, lodowato zimna rozgrywka ringo o dumę, zazdrość i odmowę bycia tą, która pierwsza się załamie.

Długi, intymny kawałek ringo — dwie dziewczyny, które nie powinny pragnąć się nawzajem tak bardzo, splecione razem w słabo oświetlonym pokoju, powtarzające swoje imiona jak przysięgę, której obie boją się złamać.